Chociaż termometr za oknem wskazuje -11 stopni ja już w kościach czuję wiosnę. Niestety przez zimę stałam się skrzyżowaniem kanapy z człowiekiem, moją aktywnością mogłabym powalić leniwce na kolana.
Zaczęło się niewinnie od spacerów z kijkami, potem z pewną dozą nieśmiałości zdjęłam ubrania z wielofunkcyjnego wieszaka jakim jest rowerek stacjonarny. Zaczęłam zużywać dostępne kremy, masełka i maseczki do twarzy i włosów.
Kolejnym kroczkiem były generalne porządki, trochę się pusto zrobiło, ale też jakoś przytulniej. Do tego zdrowe odżywianie i czerwona herbatka, a wiosnę przywitam z piękną cerą, kondycją i włosami ;)
Gwoździem do trumny mojego lenistwa jest karnet na basen- w końcu muszę go zużyć, żeby nie przepadł, a zostało na nim 4,5 godziny do wykorzystania.
Niestety mróz za oknem nie zachęca do spacerów, więc zaczęłam orbitrekować. No i postanowiłam popracować nad swoim angielskim, zapowiada się ciężka praca.A Wy też zaczęłyście szykować się na cieplejszą pogodę?
wtorek, 22 lutego 2011
środa, 16 lutego 2011
Mydełka ręcznie robione
Od kiedy zobaczyłam tego posta na blogu Cammie poczułam chęć zrobienia własnego mydełka.Oczywiście już dawno chodziło mi to po głowie, gdy widziałam zestawy do mydeł z Zrób Sobie Krem, ale długie leżakowanie i cena zniechęcała mnie.
Wg przepisu zrobienie mydła jest dziecinnie proste, potrzebujemy:
-Mydła Biały wielbłąd, lub Biały Jeleń
-startej skórki pomarańczowej
-mleka w proszku
-wody mineralnej

-odrobiny oliwki
Jednak mój przepis jest nieco zmodyfikowany. Przyznam się bez bicia, że nie chciało mi się iść do sklepu po mleko i zadowoliłam się tym co było w domu.
Od czego zaczęłam? Naszykowałam słoik, włożyłam do niego pokrojone na kawałeczki mydło- błąd, warto jednak zetrzeć je na tarce, proces topienia zajmie wówczas dużo mniej czasu.
Podlałam całość lekko wodą i włożyłam do garnka z gotującym wrzątkiem.
Topienie mydła zajęło mi wieki, mieszałam maź co jakiś czas i od czasu do czasu dolewałam wody. Następnie dodałam startą skórkę pomarańczy.
Wywąchałam mieszankę i stwierdziłam, że przydałaby się drobna modyfikacja.Dodałam więc oliwki na rozstępy z babydream, oraz kilka kropel olejku eterycznego.
Następnym razem dodam cytrynowy.
Gdy już mamy wszystko wymieszane, wystarczy naszykować foremki(np. kubeczki po serkach, pastach, bądź sosach), lekko posmarować je oliwką i włożyć naszą papkę.
Moja próba nie zachwyca może pięknem, ale liczę, że będzie mi się przyjemnie użytkowało mydełka. Wpadłam na pomysł stworzenia kostek peelingujących, bo gdyby tak zamiast skórki pomarańczy użyć zmielonych łupin orzecha, bądź kawy?
czwartek, 10 lutego 2011
Nordic Walking
Każda z Was pewnie słyszała o nordic walking. Zacznę może od tego czym jest nordic walking.Sport ten powstał w latach 20tych XX wieku, w założeniu miał być całorocznym treningiem dla biegaczy narciarskich, jednak stopniowo zaczął się rozprzestrzeniać.
Kilka lat temu pojawił się w Polsce. Ja swoje kijki kupiłam prawie dwa lata temu, gdy był już całkiem popularny. Na próbę kupiłam kijki składane- nie są one polecane na forach dla amatorów tego sportu, ale ja jestem z nich bardzo zadowolona(kosztowały ok 40 zł). Po pierwsze dlatego, że można je dostosowywać do wzrostu chodzącego, więc pożyczam je mamie, tacie. Po drugie są składane, więc można je schować do torby podróżnej. Moje były ze mną i w górach i na mazurach.
Jakie są zalety? Zużywamy więcej kalorii niż podczas zwykłego spaceru, marszu bądź podobno nawet biegu. Spacer z kijkami odciąża kolana, kręgosłup, stawy, kształtuje koordynację, angażuje większość mięśni. Co więcej spacery z kijkami zwiększają pobór tlenu.
Moje kijki kurzyły się ostatnio za szafą, jednak brak wf na uczelni spowodował znaczący spadek kondycji. Postanowiłam to zmienić, zaczęłam maszerować razem z przyjaciółką.
Od prawie 2 tygodni codziennie po zmroku maszerujemy ponad godzinkę, solidna dawka świeżego powietrza. Po drodze mijamy innych nordicujących. Ostatnio dołączyła do nas mama koleżanki, wczoraj moja młodsza siostra, a dziś babcia przyszła ze swoim zestawem, żebym go sprawdziła.
Jak widać sport dla każdego, dużo lepiej się czuję, lepiej mi się zasypia i widać już pierwsze efekty marszu :)
Polecam!
poniedziałek, 7 lutego 2011
Bananowa odżywka z The Body Shop
Kupiona tydzień temu i intensywnie testowana jako pierwszy produkt z The Body Shop.Jestem już po 1/3 opakowania, więc mogę się trochę wypowiedzieć ;)
Odżywka ma konsystencję bardzo gęstej papki bananowej i pachnie świeżymi bananami, nie jest to sztuczny, chemiczny zapach, lecz taki naturalny.
Wydajność określam jako średnią, no ale niestety mam długie, gęste włosy, a przyzwyczaiłam się do nakładania masek i odżywek z litrowych opakowań garściami. Być może nakładam jej po prostu za dużo, ale wolę więcej niż mniej. Niemniej jednak i tak jest nieźle jak na opakowanie 250ml.
Pachnie pięknie, włosy po spłukaniu są gładkie. Najlepszy efekt jest gdy wyschną, są błyszczące, miękkie, sypkie i rozczesują się bez problemu. Dzięki szamponowi z herbal essences i tej odżywce zapomniałam o przesuszonych po radicalu włosach.
Co mnie zdziwiło, to fakt, że producent bardzo lakonicznie wypowiada się o swoim produkcie. Krótka notatka na etykietce informuje, że ta owocowa odżywka pozostawi nasze włosy delikatne. I proszę, obietnica, krótka i lakoniczna, a spełniona. Z tyłu na butelce mamy informacje o biodegradowalności opakowania itp. Widać, że firma chce podkreślić swoją dbałość o ekologię.
Niestety butelka jest taka jak te z Lusha, bardzo twarda i wraz z upływem produktu jest coraz ciężej wycisnąć odżywkę z butelki.
Wiem, że nie będzie to moja ostatnia butelka tego produktu, wciąż się waham czy skorzystać z promocji 3 za 2. O szamponie jeszcze się nie wypowiem, gdyż dopiero raz go użyłam. Jednym słowem bardzo przyzwoita odżywka za 19 zł :)
piątek, 4 lutego 2011
Kruk obniża ceny
Sprawdzając pocztę trafiłam na ciekawą ofertę Kruka, otóż z okazji zbliżających się Walentynek zrobili promocję internetową.
Po wpisaniu kodu:
Po wpisaniu kodu:
WALENTYNKI2011
Od kwoty naszego zamówienia zostanie odjęte 20% :) Promocja trwa aż do 20.02, wysyłka kurierem jest bezpłatna!
Całkiem ciekawa propozycja, ja w ten sposób zamówię prezent dla siostry, co prawda ma urodziny w marcu, ale kruk dosyć długo realizuje zamówienia
Całkiem ciekawa propozycja, ja w ten sposób zamówię prezent dla siostry, co prawda ma urodziny w marcu, ale kruk dosyć długo realizuje zamówienia
Baza do cieni Kobo Professional
Od kiedy zobaczyłam
tą bazę w szafie, musiałam ją mieć. Kupiłam ją sobie w nagrodę po akcji denko, gdzie zużywałam koszmarną w aplikacji, ale bardzo dobrą w działaniu bazę Joko.
Koszt bazy to ok 17 zł, nie pamiętam dokładnie. Nakłada się bardzo łatwo, nie trzeba nic rozgrzewać, grzebać, tylko myk na palec i na powiekę.
Wiele osób pyta się jak ta baza ma się do bazy Art Deco, nie wiem gdyż nie posiadałam, ale wyczytałam, że użytkowniczki ArtDeco
też ją sobie chwalą. Testowałam ją z cieniami różnych firm. Oczywiście bardzo dob
rze współpracuje z cieniami Kobo, jednak nie tylko. Zarówno Essence, Rimmel jak i Inglot trzymają się bez zarzutu cały dzień. Baza lekko podbija kolor, dużo łatwiej nakłada się na nią cień, mam wrażenie jakby wygładzała lekko powiekę.
Jednym słowem jestem bardzo zadowolona, a skoro jest dużo tańsza niż ArtDeco, to nie będę dalej poszukiwała :)
Zimne pozdrowienia, lecę zrobić sobie herbatkę i niestety muszę iść na uczelnię :(
tą bazę w szafie, musiałam ją mieć. Kupiłam ją sobie w nagrodę po akcji denko, gdzie zużywałam koszmarną w aplikacji, ale bardzo dobrą w działaniu bazę Joko.Koszt bazy to ok 17 zł, nie pamiętam dokładnie. Nakłada się bardzo łatwo, nie trzeba nic rozgrzewać, grzebać, tylko myk na palec i na powiekę.
Wiele osób pyta się jak ta baza ma się do bazy Art Deco, nie wiem gdyż nie posiadałam, ale wyczytałam, że użytkowniczki ArtDeco
też ją sobie chwalą. Testowałam ją z cieniami różnych firm. Oczywiście bardzo dob
rze współpracuje z cieniami Kobo, jednak nie tylko. Zarówno Essence, Rimmel jak i Inglot trzymają się bez zarzutu cały dzień. Baza lekko podbija kolor, dużo łatwiej nakłada się na nią cień, mam wrażenie jakby wygładzała lekko powiekę.Jednym słowem jestem bardzo zadowolona, a skoro jest dużo tańsza niż ArtDeco, to nie będę dalej poszukiwała :)
Zimne pozdrowienia, lecę zrobić sobie herbatkę i niestety muszę iść na uczelnię :(
wtorek, 1 lutego 2011
Wizyta w The Body Shop
Jednak wędrując po blogach trafiłam na recenzję Bananowej odżywki z TBS. Opinia bardzo pochlebna, poczytałam też o niej na KWC i wywnioskowałamm że daje podobne efekty do American Cream z Lusha.
Mając świadomość "jakie te produkty są drogie, nie stać mnie na nie" spytałam o cenę. 250 ml kosztuje 18, albo 19 zł. Czyli cena do przyjęcia. Postanowiłam, że wracając z uczelni wstąpię do TBS, zwłaszcza, że otworzyli go w najbliższym centrum handlowym.
Na wejściu zderzyłam si
Zapuściłam się więc w dział z kosmetykami do włosów. Namierzyłam odżywkę i obwąchałam szampon z tej serii, zapach ma ładny, jak papka bananowa. Prosty zapach, wydaje się naturalny, choć ile w nim chemii wie tylko sam producent :) Na moje nieszczęście wzrok mój przykuły szampony do włosów. Wypatrzyłam szampon do włosów farbowanych z serii Rainforest. Kupiłam od razu dużą butlę, bo skoro nie ma SLS, parabenów, silikonów itp. to może warto. Mam nadzieję, że spisze się lepiej niż poprzednik, bo zapłaciłam za niego 35 zł. Dużym plusem jest też
Co nie spodobało mi się już na wstępie? Marka The Body Shop jest na polskim rynku już jakiś czas, natomiast informacji w języku polskim w zasadzie brak.
Aby spełnić obowiązek posiadania opisu w naszym języku na opakowaniu szamponu możemy znaleźć informację, że jest to szampon do włosów i w przypadku dostania się preparatu do oczu przemyć je czystą wodą. To samo jest z odżywką. Nie ma nawet informacji czy jest do spłukiwania czy bez, więc ja sobie z czytaniem opisów po angielsku bez problemu poradzę, ale nie zawsze będzie pasował taki produkt na prezent. To tyle o moich zakupach. Odżywkę przetestuję już dziś. Szampon dopiero po farbowaniu, więc może w przyszłym tygodniu. Muszę zużyć ten co teraz kupiłam :)
poniedziałek, 31 stycznia 2011
Jakiego szamponu więcej nie kupię?
Nieco ponad miesiąc temu skończył mi się szampon z serii sleek line.Wpadłam do rossmanna po coś do włosów farbowanych. W moje ręce trafił Radical
Opis na opakowaniu zachęcił do zakupu:
"Wyjątkowo łagodny i bardzo dobrze tolerowany przez skórę głowy szampon do częstego mycia włosów farbowanych, osłabionych i zniszczonych. Specjalnie opracowana receptura - naturalny ekstrakt z miłorzębu, prowitamina B5, proteiny jedwabiu, Inulina z cykorii - doskonale wzmacnia, odżywia i regeneruje zniszczone zabiegami fryzjerskimi włosy oraz chroni kolor przed wypłukaniem."
Po pierwszym użyciu byłam zachwycona, szampon co prawda bardzo rzadki i można przez nieuwagę za dużo wylać, ale dobrze się pieni i spłukuje. Zapach w porządku. Jednak po mniej więcej tygodniu zauważyłam, że włosy zaczęły inaczej wyglądać. Myślałam, że to spowodowane zmianą farby do włosów, więc zwiększyłam ilość odżywek. A włosy nadal się przesuszały...
W pewnym momencie przypominały siano. Do głowy mi nawet nie przyszło, że to ten wyjątkowo łagodny szampon!
Całe szczęście już się skończył, a moje włosy powoli wracają do swojego normalnego stanu. Z pewnością nie kupię więcej Radicalu.
Inglot Freedom System
Za sprawą Ani nabrałam chęci na Inglota. Przy okazji wizyty w centrum handlowym wstąpiłam do ich sklepu. Do tej pory nie posiadałam cieni Inglota. To znaczy nie posiadałam w formie w jakiej są obecnie. Wieki temu miałam kolekcję cieni Spirit Inglota i lakierów, ale to było w czasach gdy był dostępny w pierwszej lepszej drogerii osiedlowej.Moja paletka z Kobo całkiem mi się podobała, ale jest niestety malutka. Wkroczyłam więc do salonu z zamiarem zakupienia paletki 10 Freedom System.
Pod wpływem impulsu dokupiłam na próbę jeden
cień, czekoladowy odcień numer 242(o ile mnie pamięć nie myli, bo pani zainstalowała go w kasetce już w sklepie)Paletka jest bardzo wygodna i pomysłowa, w rogach znajdują się 4 bardzo mocne magnesy, które przyciągają do siebie pokrywkę.
Aby otworzyć kasetkę wystarczy przesunąć elegancką pokrywkę.
Bardzo podoba mi się pokrywka z chromowanego grubego tworzywa.
Do paletki była dodana ulotka z informacją jakie jeszcze produkty mieszczą się w systemie freedom:AMC-SHINE, AMC, DOUBLE SPARKLE, MATTE, PEARL(cienie do powiek)
Cień do brwi
Wosk do brwi
AMC- róż do policzków
Róż do policzków
AMC puder prasowany
Pomadka do ust
Korektor w kremie.
Kombinuję czym zapełnić 6 pustych miejsc, mam ochotę na korektor w kremie, wosk do brwi lub cień do brwi i z 2-3 odcienie cieni do oczu.
W lutym zapowiada się dłuższa wizyta w Inglocie :)
Na zdjęciu po lewej cień od góry na sucho, na dole na bazie Kobo
niedziela, 30 stycznia 2011
Czarna dziura
Nie macie czasami wrażenia, że ktoś Was obserwuje? Mój obserwator musi być bardzo, ale to bardzo złośliwy.
Weźmy sobie taki przypadek, gdy szukałam notatek, nie mogłam znaleźć notatek z przedmiotu o nazwie tak nudnej, że nie będę Was zanudzać.Za to wpadł mi w ręce dziennik praktyk, odłożyłam go na miejsce. Co znalazłam w tym miejscu, gdy szukałam dzienniczka praktyk? Notatki!
Dziennika nie znalazłam do tej pory.
Albo kremy do rąk. Kto mnie zna, ten wie, że jestem maniaczką kremów do rąk. Zeszłej zimy uzbierałam kilkanaście, w tym roku dokupiłam kilka, zużyłam 3, więc i tak powinnam mieć ok 15 kremów. Ile mam? Dwa! Nie ma w żadnym koszyczku, na żadnej półeczce, uczestnictwo osób trzecich w postaci siostry wykluczam.
Kolejny przykład- balsamy do ust, miałam 2 ziaja, 8 smackersów, carmex, tisane, alterra, nivea, isana, bebe, arsenał na milion ust. Ile znalazłam szukając czegoś na spierzchnięte usta? Zero! Tak, zero, a trzymałam je zawsze w oddzielnych miejscach, niektóre smackersy nawet nierozpakowane. Gdybym miała TŻta to jego bym podejrzewała o jakieś potajemne wykradanie balsamów. Zwłaszcza owocowych smackersów, ale nie, zniknęło jak we mgle.
Jeżeli nadal mi nie wierzycie, to za kolejny przykład podam mój komputer. Tak, ktoś mi nawet w plikach grzebie. Siedzę sobie i porządkuję skrzętnie pliki, na foldery, podfoldery, tu studia, tam zdjęcia tam co innego, a potem nie ma! Aż nagle zdjęcia z imprezy znajdują się na przykład w folderze z materiałami do pracy...
Rozpisałam się, w dodatku nie o kosmetykach, więc nie będę już przynudzać. Jutro się wezmę za remont półek. Znajdę miejsce gdzie uciekają rzeczy zaginione i przywróce je światu, gorzej gdy mnie wciągnie :p
Weźmy sobie taki przypadek, gdy szukałam notatek, nie mogłam znaleźć notatek z przedmiotu o nazwie tak nudnej, że nie będę Was zanudzać.Za to wpadł mi w ręce dziennik praktyk, odłożyłam go na miejsce. Co znalazłam w tym miejscu, gdy szukałam dzienniczka praktyk? Notatki!
Dziennika nie znalazłam do tej pory.
Albo kremy do rąk. Kto mnie zna, ten wie, że jestem maniaczką kremów do rąk. Zeszłej zimy uzbierałam kilkanaście, w tym roku dokupiłam kilka, zużyłam 3, więc i tak powinnam mieć ok 15 kremów. Ile mam? Dwa! Nie ma w żadnym koszyczku, na żadnej półeczce, uczestnictwo osób trzecich w postaci siostry wykluczam.
Kolejny przykład- balsamy do ust, miałam 2 ziaja, 8 smackersów, carmex, tisane, alterra, nivea, isana, bebe, arsenał na milion ust. Ile znalazłam szukając czegoś na spierzchnięte usta? Zero! Tak, zero, a trzymałam je zawsze w oddzielnych miejscach, niektóre smackersy nawet nierozpakowane. Gdybym miała TŻta to jego bym podejrzewała o jakieś potajemne wykradanie balsamów. Zwłaszcza owocowych smackersów, ale nie, zniknęło jak we mgle.
Jeżeli nadal mi nie wierzycie, to za kolejny przykład podam mój komputer. Tak, ktoś mi nawet w plikach grzebie. Siedzę sobie i porządkuję skrzętnie pliki, na foldery, podfoldery, tu studia, tam zdjęcia tam co innego, a potem nie ma! Aż nagle zdjęcia z imprezy znajdują się na przykład w folderze z materiałami do pracy...
Rozpisałam się, w dodatku nie o kosmetykach, więc nie będę już przynudzać. Jutro się wezmę za remont półek. Znajdę miejsce gdzie uciekają rzeczy zaginione i przywróce je światu, gorzej gdy mnie wciągnie :p
czwartek, 27 stycznia 2011
Testy: Skin79 i Delia No1.
Na wstępie
przepraszam za moją bluzę :) Zacznę od szamponu koloryzującego Delia.
Zachwyty nad nim czytałam na wizażowym wątku dla rudowłosych. Kto farbuje włosy na ten kolor, wie jak szybko się on wypłukuje i jak bardzo trzeba dbać o włosy.
Niestety przez źle dobrany szampon moje kłaczki sporo się przesuszyły i nie pomagały odżywki, a kolor bardzo się wypłukał.
W końcu wczoraj w rossmanie wypatrzyłam Delię i kupiłam 2 saszetki. Niestety na moje włosy to chyba trochę mało i następnym razem kupię 3. Ale wróćmy do opinii. Włosy po szamponetkach są błyszczące, miękkie i nabrały dawnego koloru. Niestety mam ciemniejsze włosy niż kolor na jaki są pofarbowane, więc odrost zafarbował się na czarno. Całe szczęście jest dosyć mały, więc za 2-3
tygodnie, gdy włosy dojdą do siebie położę na niego farbę.
Przy najbliższej wizycie w rossmannie dokupię więcej Delii. Kolor na jaki ostatnio się farbuję to Płomienna Iskra Joanny, bardzo polecam farbę, jest to tańszy odpowiednik Mango z Loreala.
Jak widziałyście na wczorajszych zdjęciach doszedł w końcu mój Skin79. Użyłam go już wczoraj i dzisiaj, a, że światło sprzyjało to zrobiłam małe porównanie.
Na zdjęciach postawiłam na minimalizm i mam tylko skin79, puder i tusz.
Swatche wyszły dosyć zimno, zdjęcia są bez lampy przy oknie. Po lewej stronie Missha Perfect Cover numer 21, po prawej Skin79

Przy zakupie bałam się trochę odcienia, skoro Missha ma aż 3 popularne kolory i 4 rzadko dostępny, a Skin tylko jeden, więc myślałam, że będzie gorzej dobrany, a tu niespodzianka. Jest idealny! Moja wersja Skin79 to ta różowa Triple Functions. Ładnie wtapia się w cerę i nie pozostawia lepkiej powłoczki. Porównując Misshę i Skin warto wspomnieć, że ten drugi lepiej się rozprowadza i wchłania, Missha jest bardziej treściwa. Być może jest to spowodowane, że ma SPF42, a skin SPF25. W dodatku mimo Perfect Cover w nazwie nieco gorzej kryje, no i niestety podbija trochę moje różowe tony w cerze.
Wytrzymuje cały dzień, ładnie współgra z pudrem i różem. Niestety pompka w moim opakowaniu lekko zacina się.
Reasumując jestem bardzo zadowolona z zakupu. Mam większą ochotę do używania Skin, lecz muszę też zużyć Misshę, będę więc używała na zmianę.
Zachwyty nad nim czytałam na wizażowym wątku dla rudowłosych. Kto farbuje włosy na ten kolor, wie jak szybko się on wypłukuje i jak bardzo trzeba dbać o włosy.
Niestety przez źle dobrany szampon moje kłaczki sporo się przesuszyły i nie pomagały odżywki, a kolor bardzo się wypłukał.
W końcu wczoraj w rossmanie wypatrzyłam Delię i kupiłam 2 saszetki. Niestety na moje włosy to chyba trochę mało i następnym razem kupię 3. Ale wróćmy do opinii. Włosy po szamponetkach są błyszczące, miękkie i nabrały dawnego koloru. Niestety mam ciemniejsze włosy niż kolor na jaki są pofarbowane, więc odrost zafarbował się na czarno. Całe szczęście jest dosyć mały, więc za 2-3
Przy najbliższej wizycie w rossmannie dokupię więcej Delii. Kolor na jaki ostatnio się farbuję to Płomienna Iskra Joanny, bardzo polecam farbę, jest to tańszy odpowiednik Mango z Loreala.
Jak widziałyście na wczorajszych zdjęciach doszedł w końcu mój Skin79. Użyłam go już wczoraj i dzisiaj, a, że światło sprzyjało to zrobiłam małe porównanie.
Na zdjęciach postawiłam na minimalizm i mam tylko skin79, puder i tusz.
Swatche wyszły dosyć zimno, zdjęcia są bez lampy przy oknie. Po lewej stronie Missha Perfect Cover numer 21, po prawej Skin79
Wytrzymuje cały dzień, ładnie współgra z pudrem i różem. Niestety pompka w moim opakowaniu lekko zacina się.
Reasumując jestem bardzo zadowolona z zakupu. Mam większą ochotę do używania Skin, lecz muszę też zużyć Misshę, będę więc używała na zmianę.
środa, 26 stycznia 2011
Zakupy
Co trafiło do koszyka?
Dwie szamponetki Delia numer 7,4 rudy do odświeżania koloru, oprócz tego farba Naturia Płomienna Iskra- bardzo ją polubiłam.
Oprócz tego Syoss Heat protect, koleżanka go zachwala, więc postanowiłam dać ostatnią szansę tej marce.
Dziś przyszedł też mój Skin79, o którym więcej będzie wkrótce :). Niestety będę jednak zmuszona złożyć skargę na mojego listonosza. Zostawił paczkę z BB Kremami na bramie, niczym niezabezpieczoną, dostępną dla każdego przechodnia z ulicy, bądź mojego psa, który biedny próbował się do niej dobrać.
Nie sprawdził nawet czy ktoś jest w domu,
Dobrze, że ujadanie psa zwróciło moją uwagę na szare coś chyboczące się na bramie.
To tyle narzekań, zaraz pójdę testować Syoss, ale bardzo brzydko pachnie alkoholem, oczywiście dopiero w domu zerknęłam, że jest on na drugim miejscu w składzie. Nauczka na przyszłość- czytać składy.
Może dziś przetestuję delię, żeby nie męczyć włosów zbyt częstym farbowaniem.
Moje wszelkie fanaberie kosmetyczne i zachcianki są zaspokojone na długi, długi czas. Marzą mi się tylko organizery do kosmetyków. Coś, co zapanuje za moim chaosem.
niedziela, 23 stycznia 2011
Nowe nabytki :)
Największą radość przy zakupach nowych elementów sprawia mi opakowanie, po powrocie do domu czuję, że sprawiłam sobie prezent :)
Oto moje skarby. Po lewej bransoletka Kruk, Aniołek z Yes, ma cyrkonię w kształcie serduszka, szkoda, że nie jest dwustronny. A tak prezentują się moje dwie samotne zawieszki :) Dokupię jeszcze aniołka na allegro, wzór podobny jak w aparcie, ale nie mogę go dostać w żadnym salonie :(. Moja nowa mania spodobała się siostrze i już zamówiła sobie co chce dostać na urodziny.
Subskrybuj:
Posty (Atom)