piątek, 24 czerwca 2011

Czekoladowy płyn do kąpieli Original Source

Marka Original Source szturmem wchodzi na polski rynek. Nagle z każdej strony kampanie reklamowe w internecie, zwłaszcza na wizażu, oraz dosyć nietypowe akcje w sklepach. Zachęcona ciekawymi zapachami kupiłam dwa produkty i dziś jeden z nich opiszę.
Płyn do kąpieli jest zamknięty w butelce przypominającej frugo, albo mleko. Zapach ma przepiękny, prawdziwa czekolada miętowa, aż chciałoby się zjeść taką mieszankę. Bardzo fajny jako dodatek do prezentu, bo ładnie wygląda i pięknie pachnie.
To chyba na tyle z zalet. Po pierwsze płyn jest niesamowicie rzadki, w zasadzie jak kakao do picia. Po drugie, mam miniwanienkę dołączoną do prysznica, a musiałam wlać dosyć sporo płynu żeby była piana. Zapach jest piękny, ale szybko znika, 10 min i nic już nie czuć. Widoczna na zdjęciu ilośc to pozostałośc po dwóch kąpielach.
Reasumując, płyn do kąpieli Original Source jest dla mnie zbędnym gadżetem. Ładnie wygląda i pachnie przez chwilę, jest za to niesamowicie niewydajny(jak ktoś ma normalną wannę, to pewnie na max. 2 kąpiele starczy), w dodatku cena 10 zł za taką wydajność i jakość jest zbyt wygórowana. Będę dalej poszukiwać idealnego umilacza kąpieli, ale tego raczej nie polecam.

czwartek, 23 czerwca 2011

Wyniki Giveawaya!

Miałam postawić na nowoczesne systemy losujące, ale już po losowaniu na moim książkowym blogu zauważyłam, że maszyny mają ulubiony przedział z jakiego wybierają, więc postanowiłam dać wszystkim równe szanse.
Spisałam wszystkie przysługujące losy, wydrukowałam i pocięłam na paseczki, następnie z zamkniętymi oczami moja łapka wylądowała w pudełku, nie przeciągając- nagroda 1 wędruje do materialistki!


Natomiast zestaw numer 2 do julaa!
Dziewczyny gratuluję! Julę poproszę jeszcze o podanie swojego maila i jutro skontaktuję się z Wami w sprawie adresów do wysyłki.
Bardzo dziękuję wszystkim za zabawę, obyło się bez przykrych niespodzianek. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła zrobić podobną akcję :)

środa, 22 czerwca 2011

Wibo express growth

Tytułem wstępu, losy trafiają do maszyny losującej, o wyniki postaram się jutro :)
A teraz coś o lakierze, gdy tylko zobaczyłam lakier wibo w odcieniu 312 nadeszły mnie wspomnienia. Otóż kiedy Kasia, choć z racji 157 cm wzrostu trudno to sobie wyobrazić była mniejszą, a w zasadzie małą Kasią zapragnęła lakieru do paznokci.
Wybrawszy się do drogerii, zakupiła lakier w najbardziej oczodającym kolorze pomarańczowym marki inglot, a były to czasy, kiedy inglot kosztował 6 złotych(hohoho i więcej temu). W każdy piątek wieczorem, a czasami w tygodniu malowała w skupieniu pazurki, aby zmyć je przed szkołą. Kolor świecił w ciemnościach, ale był to pierwszy oprócz wiśniowego błyszczyku w kulce "dorosły" kosmetyk.
Same więc rozumiecie, że nie mogłam się oprzeć temu lakierowi :) Jest bardziej stonowany niż pierwowzór i bardzo trwały. Nie odpryskuje, wygodnie się maluje, kosztuje ok 5 zł, czego chcieć więcej? :)

wtorek, 21 czerwca 2011

Współpraca z Kemon

Hej dziewczyny, jak już pewnie częśc z Was zauważyła kilka dni temu na blogu pojawił się banner o współpracy z Kemon.
Pan Adam z Kemon przesłał mi do testowania dwa produkty z nowej linii Hair Manya.
Produkty można kupic w salonach fryzjerskich, których listę znajdziemy TUTAJ
Albo w sklepie internetowym dostępnym TU.
Mi w udziale przypadło testowanie lakieru do włosów w sprayu i fluidu.
Postaram się o jakieś opinie już wkrótce!
Ten post jest już ostatnim z gorszymi zdjęciami :)
A Wy słyszałyście wcześniej o Kemon i Hair Manyi?


poniedziałek, 20 czerwca 2011

Organizacyjnie

Przypominam, że macie jeszcze dobę na zapisy do rozdania, banner z linkiem widoczny u góry :)
Muszę też się pochwalić, że w końcu polepszy się jakość zdjęć na blogu.
Będą trwały testy ustawień i opcji, ale liczę, że różnica będzie widoczna, może nie w jutrzejszym poście, bo na niego materiał był szykowany już dawno.

Letni makijaż z użyciem rzęs KK Center/ Sumer make-up with KK Center false eyelashes

Witajcie, dzisiejszy post będzie o letnim makijażu z użyciem rzęs KK Center HK, przyznam szczerze, że nigdy nie zakładałam sztucznych rzęs, więc wybaczcie :)

Hi everyone! My English is terrible but I hope you understand me :) Today's post will be about summer make-up with KK Center HK eyelashes. I must honestly confess that it is my first time when I am applying false eyelashes on my own, so forgive me! :)




Wybrałam zestaw A720. Ten model wygląda bardzo naturalnie

I picked A720 set. This design looks very natural.


Oko: baza pod cienie kobo, cień kobo 212, cienie 118 i 133 inglot amc shine, kajal essence w odcieniu cool breeze, sztuczne rzęsy i tusz do rzęs essence.

Eye: kobo eye-shadow primer, kobo eye-shadow 212, inglots eye-shadows 118 and 133, essence kajal pencil- cool breeze, fake lashes end essence mascara.

I co sądzicie o efekcie

And what do you think about this effect?


Według mnie rzęsy wyglądają dobrze, chociaż aplikacja nie jest łatwa. Podczas noszenia je czuję. Uczucie podobne do pierwszego noszenia soczewek kontaktowych.

In my opinion lashes looks very good, of course applying isn`t easy. And I feel something on my eye wearing this lashes. This feeling is like wearing first time contact lenses.


Produkt będący przedmiotem wpisu został udostępniony przez PR jednak nie wpływa to na moją ocenę.

This post contains a sample product sent for consideration by PR but This fact has no influence on my review

sobota, 18 czerwca 2011

Haul zakupowy :)

Postanowiłam wykorzystac wygraną z wizażu na małe zakupy w rossmannie.
Jak już wcześniej wspominałam, na zakupy udaję się moim rowerkiem z koszyczkiem :)
Wybrałam, rzeczy które ciekawią mnie od dawna, czyli żel pod prysznic original source, płyn do kąpieli i samoopalacz.
Z rzeczy potrzebnych płyn do soczewek, który uwielbiam.
A z zachcianek lakier do paznokci wibo, o którym napiszę wkrótce.
Tym sposobem przynajmniej raz wizaż zapłacił za to o czym naczytałam się na forum, pozostawiając w spokoju mój portfel :)

piątek, 17 czerwca 2011

Panie Inglocie, to mały napad!

Obecne na zdjęciu zakupy są efektem mojego nowego postanowienia. Ponieważ mam większość potrzebnych mi rzeczy, a gdy nie chodzę do drogerii, to nic nie kupuję postanowiłam, że do drogerii będę jeździć rowerem. O ile wyprawa do rossmanna to kilka minut, to na moje nieszczęście zachciało mi się kleju do rzęs z inglota( w końcu mam testowac sztuczne rzęsy :) ). Klej ten miał w miarę dobre opinie więc pojechałam. Rowerem!
Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że do najbliższej galerii z inglotem mam 16 km w jedną stronę :).
Wycieczka się udała, kupiłam tylko mały klej za 4 zł i 2 cienie. Wprost nie mogłam znieśc myśli, że moja kasetka świeci golizną, czyli pustymi kółeczkami.
Teraz prezentuje się o wiele lepiej, prawda? Jeszcze tylko 4 miejsca zostały :) Jutro postaram się zrobic jakiś makijaż z użyciem rzęs i zaprezentowac na blogu. Jak mi się spodobają, to zakupię większe opakowanie kleju, gdyż te jest naprawdę tyci tyci.

Zakupione cienie są widoczne obok, można powiększyc, jak widac na dwóch zdjęciach kolory nieco się różnią. Bliższy prawdzie jest ten z całością paletki. Odcienie 118 i 133. Cena 10 zł za kółeczko :) Dzisiaj z kolei miałam jeszcze małą wyprawę do rossmanna i przyszedł pan kurier, ale o tym w następnym odcinku :)

PS. przepraszam bardzo za brak literki "ć " w niektórych zdaniach. Niestety mój zastępczy komputer po wciśnięciu alta i literki c się zawiesza, z innymi działa bardzo dobrze :)

czwartek, 16 czerwca 2011

Zmywacz do paznokci sensique

Jakiś czas temu kilka osób prosiło mnie o recenzję zmywacza do paznokci sensique.
Do tej pory moim ulubionym zmywaczem był zmywacz z Biedronki, wiele osób zachwyca się tym Isany, jednak mi nie przypadł do gustu.
Pierwsze co rzuciło mi się w oczy, a raczej w nos, to brak przeraźliwego smrodu.
Wydaje mi się, że nie czuc go tak jak inne zmywacze. W dodatku ma delikatny zapaszek, niby mango, ale jak już wspominałam zapachu mango nie znam.
Jednak mam wrażenie, że im dłużej go używam tym mniej owocowy zapach czuc, a zaczyna się przebijac typowy zapach.
Zmywa doskonale, nasączyc, przetrzec i już. Przypadkowo ostatnio trafił mi w łapki zmywacz innej firmy i nie chciał nawet wierzchniej części zmyc. A ten radzi sobie z 2 warstwami podkładu, wierzchnią ze stempelkami/crackiem i top coatem.
Chyba więcej rozpisywac się nie muszę, bardzo przypadł mi do gustu, jest wydajny- dopiero pół buteleczki zużyłam. Tani- ok 2-2,5 zł. Szkoda tylko,że dostępny wyłącznie w naturach, ostatnio rzadko tam bywam.

wtorek, 14 czerwca 2011

Pierwsze koty za płoty, czyli współpraca :)

Witajcie, jakiś czas temu zgłosiło się do mnie kilka osób z prośbą o przetestowanie ich produktów. Zgodziłam się, a dziś przyszły do mnie dwie paczki.


Tu zaskoczenie było ogromne, spodziewałam się kilku próbek i jakiegoś pełnowymiarowego produktu, a przyszła prawie 3 kg paka kosmetyków! Dziękuję bardzo firmie za ich udostępnienie.
Większość jest stworzona dla mnie, zwłaszcza krem po ugryzieniach owadów i odstraszające owady specyfiki. Jestem też ciekawa kremu do higieny intymnej i innych rzeczy. Spodziewajcie się za jakieś 2 tygodnie, bo tyle powinno zając mi wyrobienie sobie opinii zalewu recenzji. Zapowiada się ciekawie.


A tu zdjęcie wszystkich produktów, do testów będzie potrzebna mama :) Wymagająca testerka, zobaczymy jak się sprawdzą na jej twarzy produkty do cery dojrzałej.
A nieco wcześniej przesyłka z http://www.kkcenterhk.com/ 10 par sztucznych rzęs, obym podołała aplikacji, może być ciężko, nigdy sama nie zakładałam rzęs :)
SKlepy tych firm trafiły do paska bocznego, lecę odpocząć po wycieczce rowerowej i obwąchać paczkę ;)
Buziaki! :*

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Masło do ciała BeBeauty- Mango

Oceniane masełko nie pojawia się w stałej ofercie, jednak można je ustrzelić co jakiś czas w gazetkach urodowych, ja kupiłam je wczesną wiosną.
Masła do ciała bardzo lubię i korzystałam już z wielu różnych firm. Jednak to jest zupełnie inne od wszystkich.
Nie przypominam sobie żadnego aż tak gęstego masła, przeważnie masełkiem są z nazwy, a konsystencją przypominają krem/balsam. W tym przypadku jest inaczej, konsystencja jest bardzo gęsta, przypomina wręcz zbity serek topiony. Jednak wystarczy wygrzebać trochę z pudełeczka, a roztapia się na skórze. Zapach jest ładny, czy jest to mango nie wiem, ponieważ nie pamiętam zapachu tego owocu. Ale zostawia przyjemny aromat na skórze, najbardziej lubię smarować się nim rano, albo po południu po prysznicu, czuję wtedy cudowne orzeźwienie skóry. Na opakowaniu jest napisane, że zawiera połyskujące drobinki. To prawda, są bardzo drobniutkie, delikatne, że nie zawsze je zauważam. Najlepiej by pasowały do opalonej skóry. Nie są jednak na tyle nachalne, żeby rezygnować z aplikacji kremu na dzień. Kolejną zaletą jest, że nie pozostawia tłustej powłoki i szybko się wchłania.

Teraz krótka ciekawostka o kosmetykach z biedronki. Jakiś czas temu można było dostrzec na opakowaniu np. żelu micelarnego Tołpa wyprodukowała dla Biedronki, teraz zamiast tego mamy napis wyprodukowano w UE dla Jeronimo Martins, niby ok bo produkt ten sam, mamy zaufanie do sprzedającego, ale ciekawi nadal kto jest producentem.
Pewna wizażanka podsunęła adres strony http://www.gepir.pl/gepirclient/Strony/party_by_gtin.aspx dzięki której po wpisaniu kodu kreskowego możemy poznać producenta produktu. Producent masełka znajduje się tu http://www.tmsint.com.pl/products.htm. Świetny patent, sama często sprawdzam niektóre produkty :)

Wracając do recenzji, bardzo polecam masełko dostępne za ok 7 zł, ostatnio znowu było w Biedronkach, widziałam je u siebie :) Dla zainteresowanych skład :

niedziela, 12 czerwca 2011

Krem do rąk Xerand z serii Lipikar La Roche-Posay

Jak już wcześniej pokazywałam we wcześniejszym haulu, od pewnego czasu używam kremu do rąk z serii Lipikar.
Opis producenta:
" Działanie: Dzięki swym składnikom nawilżającym i regenerującym Xerand odtwarza ochronna warstwę hydrolipidową i sprawia, że skóra staje się bardziej miękka i delikatna. Bardzo przyjemny w użyciu Xerand tworzy cienka, nietłustą warstwę na dłoniach, po czym natychmiast się wchłania. Odporny na działanie wody, chroni naskórek przed codziennym działaniem czynników drażniących."

Wiosna jest dla mnie szczególnie trudnym okresem. Wszechobecne pyłki zmniejszają moją odporność i wychodzą na wierzch wszystkie moje alergie. Niestety stan mojej łapki zmusił mnie do odbycia wycieczki do dermatologa. Dostałam zalecenia, maści sterydowe i przykaz, abym natłuszczała dłonie Lipikarem, noszę go więc w torebce codziennie.
Nawilża świetnie, skóra jest mięciutka, gładka, choć lekko tłustawa, ale w porównaniu do moich maści, jest to niezauważalne.
Krem wchłania się dosyć szybko, jednak dla "zwykłych śmiertelników" polecam go raczej na noc. Bardzo podoba mi się jego delikatny, kwiatowy zapach. Cena niska jak na tą serię- zapłaciłam 17 zł za 50ml kremu. Warto, mój ulubiony krem, chociaż inne też kocham i gdy już będę mogła, to wrócę do nich :)
Reasumując- polecam, a ja poskarżę się na mój podły weekend. Wczoraj dostałam paskudnej wysypki po owocach, dokładnie 2 tyg po tym jak wyleczyłam zapuchnięte od alergii oczy. Ciężkie jest życie wiosną.
No i niestety dzisiaj rano mój laptop wypiął się na mnie po 4 latach współpracy. Niestety wypiął się połykając najnowsze materiały i poprawki do pracy, ale całodniowe działania pozwoliły odzyskać co potrzebuję. Ehh, nieszczęścia biegają stadami.

sobota, 11 czerwca 2011

Porozmawiajmy o serialach part. 1

Przyznam się Wam do mojego najcięższego holizmu- serialoholizm. Jestem odporna na wszelkiego rodzaju telenowele, ale seriale w których sezon trwa do 25 odc wciągają mnie jak diabli. Wystarczy mała wzmianka: "Słyszałaś o X? Bardzo dobry serial" , a ja już szukam opisu, później włączam jeden odcinek na próbę i przepadam. Ostatnio udało mi się wyrwać z nałogu i oglądam tylko kiedy ćwiczę, więc łączę przyjemne z pożytecznym :) niestety odcinki moich ulubionych seriali się skończyły, a nowe dopiero na jesieni, jeśli macie coś do zaproponowania, piszcie w komentarzach.
Niekwestionowany numer jeden, mam do niego szczególny sentyment. Gospodynie domowe z Wisteria Lane są ze mną od wakacji, początkowo z niecierpliwością czekałam na kolejne sezony na polsacie. Później polsat zaczął być tak daleko w tyle, że zniecierpliwiona idąc śladem innych fanek zaczęłam oglądać przez internet. Ostatnie 2 sezony oglądałam bez napisów, szkoląc swój angielski. Przyjemne z pożytecznym. Za co kocham ten serial? Wzbudza tyle emocji, śmiech, łzy, złość. Co sezon pojawia się zagadka, którą trzeba będzie rozwiązać, pojawiają się nowe kłopoty. Kilka scen jest tak pięknych, że będę o nich pamiętać zawsze.
Uroczym desperatkom depczą po piętach lekarze ze szpitala Św. Serca. Tu nic nie jest normalne, a już najmniej wyobraźnia narratora, czyli Johna Doriana. Ubolewam, że nie są kręcone dalsze sezony, ale gdy tylko mam zły humor włączam sobie wyrywkowo jakiś odcinek.
Jednak nie jest to zwykły, głupkowaty serial komediowy, tu też bohaterowie stają przed życiowymi dylematami, dramatami, dorastają, a czasami muszą poradzić sobie ze śmiercią pacjentów. Idealnie przeplecione poczucie humoru z zadumą.Uwielbiam każdego bohatera bez wyjątku, każdy coś wnosi w fabułę, są bardzo charakterystyczni. Co najważniejsze, mimo, że jest to serial komediowy nie ma podkładanego śmiechu.
A może kolejna komedia? Co stanie się z grupą kujonów, doktorów fizyki, gdy do ich sąsiedztwa wprowadzi się roztrzepana blondynka? Czy taka znajomość ma szansę na przyszłość? Przezabawny serial, w którym żaden z bohaterów nie jest nijaki, a Sheldon Cooper jest moim zdecydowanym numerem jeden. Najnowszy serial z tych przedstawionych w rankingu.
A może coś bardziej mrocznego? Wampiry! O ile całej gorączce toczącej wokół zmierzchu udało mi się oprzeć, to w ten serial wkręciłam się na maksa. Może za sprawą bohaterów, a może to urok Iana Somelhardera :) Serial niby młodzieżowy, ale z przyjemnością oglądałam go zarówno ja, jak i mama, no a nastolatką przestałam być już dobrych kilka lat temu.
A może małe cofnięcie w przeszłość? Czy raczej w przyszłość, otóż w roku 2030 Ted Mosby postanawia opowiedzieć swoim dzieciom jak poznał ich matkę. I tak oto, od kilku sezonów opowiada jak żyło się grupce przyjaciół, rozpoczynając od roku 2005. Serial jest rewelacyjny, chociaż na początku denerwował mnie sztuczny śmiech, do którego całe szczęście da się przyzwyczaić.

Ostatni opisywany w tej części( chociaż Was może to szokować, to więcej seriali oglądałam). Weeds oglądałam w poprzednie wakacje, upały były i u nich i u nas :) Serial opowiada historię wdowy, która mając kłopoty finansowe zaczyna handlować marihuaną budując powoli swoje własne imperium narkotykowe, żeby nie było tak prosto musi zmagać się z konkurencją i władzami. Polecam, chociaż główna bohaterka irytuje swoją mimiką twarzy i zachowaniem.

Uff, jeśli ktoś dobrnął do końca, to gratuluję :) Sporo tego, w zeszłym roku miałam spore kłopoty z bezsennością i seriale pozwalały mi zasnąć. Często mimo to nie mogłam spać do 3-4 rano, a o 6-7 pobudka na uczelnię.
Notkę dedykuję Ewelinie, mojemu serialowemu guru. A teraz moje drogie zapraszam do dodawania propozycji co powinnam obejrzeć przez wakacje :) Jeszcze kiedyś na pewno opowiem o innych serialach, dlatego tytuł ma part.1 :)