czwartek, 5 kwietnia 2012

Świąteczne porządki.

Tuż po powrocie z pracy zabrałam się, a raczej próbowałam zebrać do porządków. Zaczęłam od wyprania pędzli( w zasadzie nie wiem czemu od tego :P), uporządkowałam biurko i zaczęłam się rozglądać co mogę nadal na szybko zrobić. Aż nagle w oczy wpadła mi torebka z rajstopami do wyrzucenia, z powodu "oczek". Przypomniało mi się, że miałam je wykorzystać do torebeczek zapachowych.
Najprostszy sposób na wykorzystanie nienadających się do noszenia rajstop? Tniemy je na kawałeczki. Następnie wsypujemy do powstałych woreczków potpourri, chociaż słyszałam, że świetna jest też sypana herbata nasączona olejkami eterycznymi. Zawiązujemy i już możemy wrzucać pachnące woreczki do szafy
Koszt:
Rajstopy 0 zł
Potpourri 5 zł

Efekty zapachowe: prześliczna lawenda z odrobiną olejków eterycznych :)

sobota, 21 stycznia 2012

Essence Colour and Go 62. Reach Peach!

Wspominałam już, że ostatnio mam fazę na lakiery? Zrobiłam czystki w moim pudełeczku. Bezwzględnie powywalałam stare i dokupiłam 4 nowe. Oprócz krwistej czerwieni catrice zakupiłam 2 lakiery Essence i 1 Sensique. Jak widać skupiłam się wokół niższej półki, ale najlepiej się zachowują na moich paznokciach, a i kolory można testować :)
Colour And Go 62 Reach Peach. Do czego jest podobny? Na pewno nie do brzoskwini, prędzej to jakiś koral, zgaszone bordo wymieszane z odrobiną brązu. Ciężko uchwycić kolor na zdjęciach. A starałam się bardzo! Muszę się pożalić, że wychodzę gdy jest ciemno i wracam gd
y jest ciemno, więc ciężko jest napisać jakąkolwiek notkę. Tu wielkie ukłony dla fanki Eweliny, która pamięta :*!
Jednak korzystając z okazji, że miałam wczoraj dzień wolny na naukę zrobiłam na szybko fotki na bloga. Lakier na zdjęciu- 2 dniowy.
Zalety:
-szybka aplikacja
-dokładne krycie
-niska cena
-bardzo szybko twardnieje i schnie, nie miałam odgniotków!

Wady:
-szybko się ściera
-szybko odpryskuje

Moim zdaniem warto go kupić. Śliczny kolor, dokładne pokrycie, co prawda szybko się niszczy, ale pozwala na zabawę innymi kolorami. Jutro po egzaminach postaram się zrobić zdjęcia migoczącego sensique :)

niedziela, 8 stycznia 2012

Moja nowa miłość!

Czerwony lakier marzył mi się od dawna, podbierałam czasami siostrze, ale ciężko znaleźć ideał, bo:
a) są zbyt bordowe
b) są malinowe
c) są mdłe

Tuż przed Sylwestrem zakupiłam lakier catrice o numerze 060 Bloody Mary To Go. Zakochałam się!
Pierwsze odpryski pojawiły się równo po tygodniu, czyli świetnie jak na lakier za 10 zł. Może to zasługa lakieru top firmy Bell, ale innym nawet on nie pomaga. Piękna krwistoczerwona tafla, o dużej trwałości. Jedyna wada, że jest nieco zbyt rzadki, ale wkrótce zgęstnieje. Ciekawe czy w najbliższym czasie pomaluję pazury na inny kolor.
Z myślą o lakierze zabrałam się za intensywną pielęgnację dłoni( w końcu czerwony przyciąga wzrok :) ) w końcu powolutku udaje mi się pozbyć suchych skórek. Pomaga mi w tym mały gadżet z essence+wycinaczka+ regularne kremowanie.
I tak na koniec... WITAJCIE Z POWROTEM! sesja się zbliża, więc wpadłam z wizytą :p

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Będziemy grac do końca świata i o jeden dzień dłużej!

Witajcie Kochane!
Na wstępie się pochwalę, że wracam na bloga z dyplomem licencjata :) Ale żeby nie pisać o sobie napiszę o szczytnej akcji.
Pan Adam z firmy Kemon podesłał mi Nomka, maskotkę symbolizującą współpracę firmy Kemon z WOŚP.
Wraz z nią dostałam certyfikat autentyczności i propozycję której nie mogłam odrzucić.
Otóż już wkrótce, ok 10 grudnia na specjalnych aukcjach WOŚPU pojawi się Nomek z przydomkiem Opinie Zakupoholiczki. Będzie go można zalicytować aby pomóc w tym wyjątkowym, XX finale Orkiestry.
W tym roku Orkiestra gra dla wcześniaków i kobiet w ciąży, chorych na cukrzycę. Znowu zbieramy więc pieniądze na pomoc najsłabszym.
Więcej o akcji Kemon+WOŚP można przeczytac na stronie: www.nomek.pl
Oprócz tego firma Kemon i blog Opinie Zakupoholiczki zachęcają do polubienia Nomka na facebooku:

Liczę na pomoc w licytacji, bądź w nagłośnieniu akcji, tak aby żaden Nomek nie został bez domu.
A uwierzcie mi, że są prześliczne! Nomek jest w cudnym stroju piłkarskim, w końcu finał jest 9 stycznia 2012, a Euro tuż tuż :)
I na koniec Jurek Owsiak o akcji Kemon!
Buziaczki!

poniedziałek, 3 października 2011

Wróciłam!

Witam wszystkich po długiej przerwie!
Troszkę się działo ostatnio, dużo obowiązków w domu, pisanie pracy i przygotowania do obrony(oby wkrótce z głowy).
W którymś z poprzednich postów mówiłam o zamiarze zrobienia własnych przetworów.
Udało się. Zrobiłam ponad 100 różnych słoiczków, zima zapowiada się pysznie! Oczywiście słoiczki trzeba było przygotować, a na gotowe przetwory przygotować miejsce.
Pracowicie więc szorowałam i czyściłam regał, zasłonkę na niego, wykładałam półki ceratkami, szykowałam czyste słoiki, wywalałam stare przetwory i układałam nowe. Pracy było multum, ale opłacało się. Mama choć w gipsie też się wkręciła, teraz planuje kolejną turę. Całe szczęście porusza się już normalnie :)
Ale dosyc o tym. Wracam na dobre, na zdjęciu widoczne produkty od firmy Kemon. Przyszły jakiś czas temu, ale nawet nie miałam czasu ich opisać. Są jeszcze w fazie testów, najpierw będzie recenzja innych kosmetyków i może fotorelacja z powiększonej kolekcji Charms.
Trochę dziwnie się pisze, po tak długiej przerwie, zwłaszcza, że nie muszę dodawać przypisów do literatury i ustaw :)
Witam w nowym roku akademickim!

poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Doktor stopa

W paczce z Flos-Leku znalazła się sól do kąpieli sól o zabawnej nazwie Doktor stopa.
Sól wywołała w domownikach mieszane uczucia. Tata ją pokochał i zaczął mi podbierać, natomiast siostra wykręcała nos od samego zapachu.
Mi akurat przypadł do gustu, cynamon, może z odrobiną imbiru taki świąteczny aromat.
Ale faktycznie, jest bardzo, ale to bardzo intensywny. Wylewając wodę po kąpieli stóp do brodzika zapach w łazience utrzymuje się dłuższy czas. Może kilka słów od producenta:

"Naturalna, rozgrzewająca sól do kąpieli stóp stworzona na bazie soli z Kłodawy. Zawiera mikroelementy m.in. magnez i wapń oraz naturalny olejek cynamonowy. Dodana do kąpieli wodnej - dobrze zmiękcza wodę i skórę stóp. Pozwala na bezbolesne i łatwe usunięcie zrogowaciałego naskórka. Niweluje ponadto objawy zmęczenia stóp. Zawarty w soli olejek cynamonowy działa rozgrzewająco, relaksująco, pobudzająco i antyseptycznie. Preparat szczególnie polecany jest do kąpieli zziębniętych stóp"

Z czym się zgadzam, a z czym nie. Po pierwsze sól faktycznie działa kojąco na zmęczone stopy, zmiękcza naskórek i wodę, zapach uspokaja, stopy po kąpieli są bardzo miłe w dotyku. U mojego taty zmniejszyło się pękanie pięt, a nawet starsze pęknięcia szybciej się goiły. Jednak działania rozgrzewającego nie zauważyłam wcale.
Sól zamiast "rozgrzewająca" powinna mieć napis "relaksująca" .
Skoro omówiłam już działanie przejdźmy może do formy w jaką jest opakowany kosmetyk.
Za niecałe 15 zł otrzymujemy 500gram soli w estetycznym pudełku, z solidną zakrętką. W dodatku w środku jest miarka do odmierzania porcji. Cudo! Używałam różnych soli do kąpieli stóp i niestety miarka tam nie występowała, a przyznam, że to dosyć wygodne, zamiast sypać "na oko".
Podsumowując:
- w nazwie wkradło się małe kłamstewko, bo sól nie rozgrzewa
-idealnie pielęgnuje stopy i relaksuje je po ciężkim dniu
-jest bardzo wydajna, a biorąc pod uwagę ilość i cenę- tania
-ma bardzo wygodne dozowanie i opakowanie

Z pewnością kupię imbirowo-waniliową sól, żeby je porównać, muszę tylko wykończyć to opakowanie :)

sobota, 23 lipca 2011

Troszkę prywatnie















Nieco ponad tydzień temu zdarzył się mały wypadek, niefortunne zejście z górki i bach, zagipsowali mi mamę. Konkretnie nogę, prawą, od stopy, aż po udo. Czyli gips konkretny, unieruchamiający ją co najmniej do września. Z racji, że ciężko poruszac się z takim ciężarem, a już rzeczą prawie niemożliwą jest schodzenie z bardzo wysokiego pierwszego piętra na zewnątrz, to wszelkie zakupy i gotowanie spadły na mnie.
Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Przymus spowodował, że już w kilka dni zorientowałam się gdzie kupić najładniejszy koperek, które pomidory są najsmaczniejsze i gdzie wciskają niezbyt świeże owoce.
Odkryłam też, że na moim bazarku jest malutkie, ale ciekawe stoisko z charmsami. Moja bransoletka świeciła pustką, więc zakupiłam dwa, pierwszym z nich jest czarownica( kupiłam ją, bo byłam przekonana, że to aniołek, w domu po oględzinach okazała się wiedźmą), drugi to konik morski. Koszt 3 zł za wiedźmę i 6 zł za konika. Jak widac towarzystwo Kruka, Apartu i Yesa im niestraszne i bez krępacji dyndają na bransolecie.
Zakupy zahaczyły też o sklep gospodarstwa domowego, spróbuję upiec jagodowe muffinki.
Swoje pierwsze kroki postawię też w domowych przetworach, właśnie szykuję słoiki, gdy skończę, wrzucę wieczorem jakąś recenzję :)
Podsumowując: połamana mama zmobilizowała mnie do poszerzenia swoich zdolności kulinarnych, wyszukuję przepisów w internecie i szaleję w kuchni, a co wyjdzie zapisuję w zeszyciku. Organizacja zakupów, sprzątania i gotowania idzie już bardzo sprawnie. Wbrew początkowym obawom nie zginiemy, a pacjentka ma się coraz lepiej! :)

piątek, 22 lipca 2011

Stylizuj się z Har Manyą firmy Kemon!

Jak pewnie pamiętacie, miesiąc temu otrzymałam do testowania produkty marki Har Manya. Jest to moja pierwsza styczność z tą firmą.
Kosmetyki otrzymałam dwa, pierwszym z nich jest fluid do włosów, a drugim lakier w sprayu.
Może na wstępie zamieszczę informacje jakie dostałam o otrzymanych kosmetykach:

Fluid BYE BYE SPLIT END

Poj. 65 ml, cena 66,00 zł

Fluid BYE BYE SPLIT END pozwala uzyskać połysk i jedwabistą, odczuwalną w dotyku gładkość włosów. Sprawia, że ich końcówki stają się zdrowsze, wygładza włosy, ułatwia ich rozczesywanie, zwiększa odporność na wilgotność otoczenia. Fluid ogranicza również elektryzowanie się włosów oraz zapobiega skręcaniu się kosmyków.

Stosowanie fluidu jest proste – wystarczy nałożyć 2-3 krople na dłoń i rozprowadzić równomiernie na całej długości włosów. Kosmetyk ma bardzo lekką konsystencję, dzięki czemu łatwo rozprowadza się na włosach, a przyjemne wrażenie pozostawia świeży zapach mango.

ADRENALINE

Lakier w sprayu – bardzo mocne utrwalenie 57 zł /200ml

Nr art. KHM2002

Co to jest? ADRELINE to lakier do włosów, w którym zawarte żywice bardzo mocno utrwalają gwarantując trwałą, zwartą i w pełni kontrolowaną fryzurę. Natychmiast utrwala fryzury z włosów każdej długości. Wysycha natychmiast po nałożeniu, nie pozostawia osadu i umożliwia doskonałe wykończenie najbardziej wyszukanych i skomplikowanych fryzur.

Chcę! Bardzo mocnego utrwalenia i pełnej kontroli nad włosami. Chcę precyzyjne podkreślić detale.

Stosuję! Na suche włosy, spryskując je z odległości 15-20 cm. Rozpylam na całą głowę, aby utrwalić ułożenie. Dla podkreślenie pojedynczych kosmyków aplikuję preparat na poszczególne pasma. Ilość produktu zależy od oczekiwanego stopnia utrwalenia: im więcej preparatu, tym mocniejsze utrwalenie.

Czuję! Otaczający zewsząd zapach owoców egzotycznych.

Widzę! Bardzo skomplikowaną fryzurę, maksymalną precyzję wykończenia.

Wskazówki stylisty linii Hair Manya: ADRENALINE nalepiej zastosować przed stylizacją w celu nadania objętości lub uzyskania skrętu (suszenie bez modelowania na szczotce). Po wysuszeniu preparat rzeźbi poszczególne pasma i pozwala uzyskać efekt sztywności bez użycia prostownicy.


Co sądzi o tym Magrat?

Po otwarciu paczki bardzo ucieszyłam się na widok fluidu i nieco zmartwiłam widokiem lakieru do włosów. Powód jest prosty- lakieru do włosów używam naprawdę, ale to naprawdę rzadko. Wyjątkiem była moja studniówka, wesele kuzynki i Sylwester. Jednak aby rzetelnie przetestować Adrenaline postanowiłam poeksperymentować z upięciami moich długich włosów.

Zacznijmy jednak od małej perełki. "Bye Bye split end" uratował moje podatne na splątane włosy w wielu sytuacjach i dał piękny efekt wykończenia. Najczęściej noszę rozpuszczone, proste włosy, bądź związane w klasyczny koński ogon.

Żeby było krócej opiszę minusy: jest moim zdaniem jeden- cena. Staram się stawiać na kosmetyki z linii fryzjerskich, jednak cena 66 zł jest nieco zbyt duża jak na zwykłą, studencką kieszeń. Niewątpliwie na plus jest pojemność, cena niby wysoka, ale za 15 ml buteleczkę jedwabiu Farouk płaciłam 10-15 zł. Tu mamy ilość ponad czterokrotnie większą, więc cena razi już nieco mniej. Niestety te 10-15 zł łatwiej wyskubać z portfela, świetnym rozwiązaniem, zwłaszcza na wyjazdy byłyby miniaturki tego kosmetyku.

Wady już rozliczone, teraz zalety. Po pierwsze zapach, jest cudowny, owocowy, lekko wyczuwalny na włosach. Po drugie działanie, jednocześnie, wygładza, chroni, nabłyszcza, udelikatnia, włoski są mięciutkie, a w dodatku co najważniejsze NIE PRZYSPIESZA PRZETŁUSZCZANIA! Ideał, będę go używać stale, zwłaszcza, że zapowiada się na bardzo wydajny. Na moje megagrube i długie włosy wystarczą 3 kropelki.

Teraz przejdźmy do adrenaline. Jak już wspominałam nie lubię lakierów, wolę, gdy włosy miękko latają po głowie. Jednak kilkakrotnie używałam go i wow.

Ostatnim razem tydzień temu. Wybierałam się z paczką znajomych na drinka, więc upięłam włosy w kok( co ważne są bardzo ciężkie, a użyłam raptem 3 spinek), a grzywkę zaczesałam na bok. Spryskałam kilkakrotnie i fryzura trzymała się bez zarzutu aż do 3 w nocy, gdy wróciłam do domu. Co najważniejsze, ani bieg, ani uściski z przyjaciółmi czy zła pogoda jej nie zepsuły, a grzywka leżała naturalnie. Właśnie dlatego nie lubię lakierów, bo sklejają włosy i robią brzydki kask, a tu niespodzianka. Włosy utrwalone, ale niesklejone!

Niestety miałam później lekkie problemy ze zmyciem lakieru, ale i tak jestem zadowolona. Na minus dam zapach alkoholu, który się całe szczęście szybko ulatnia.

Za to wydajność jest nieziemska, starczy mi chyba do końca świata i o jeden dzień dłużej! Muszę potestować różne upięcia i możliwości sprayu, obiecuję zamieścić je na blogu. Być może nawet fryzurę z zeszłej soboty, jeśli otrzymam zdjęcia :)

Jeśli jesteście zainteresowane marką Kemon i linią Hair Manya, to możecie znaleźć w internecie listę salonów w których jest dostępna : http://www.kemon.pl/index.php?id=salony

Bo jak już kiedyś wspomniałam, Kemon jest marką kosmetyków profesjonalnych, dostępnych w salonach fryzjerskich. Jeśli jednak nadal nie macie blisko do żadnego salonu, to możecie złożyć zakupy w sklepie internetowym:

http://lokikoki.pl/search.php?text=hair+manya


Podsumowując, jestem mile zaskoczona kosmetykami. Zaskoczona, ponieważ z reguły nie lubię i nie używam sprayów do włosów. Szkoda tylko, że deszczowe wakacje nie sprzyjają szaleństwom fryzjerskim.

niedziela, 17 lipca 2011

STOP - preparaty odstraszające owady i łagodzące skutki ukąszeń

W paczce z Flos-Leku znalazły się środki przeciwko owadom i łagodzące ich ukąszenia. Pomysł trafiony, bo wiadomo lato=woda=komarzyska.
Wszystkie trzy produkty znalazły się w torbie zabranej na Mazury( stąd min. moja nieobecność na blogu).
Zadanie miały trudne, bo o ile przeciętny mieszkaniec Mazowsza i reszty Polski narzeka na komary, o tyle jadąc do krainy jezior, w lasy wszechotaczające wszystko można spotkać bzyczące potwory wielkości dłoni.
Chociaż z Mazur wróciłam już 4 dni temu, to opuchlizna po niektórych ukąszeniach jeszcze nie zeszła, po prostu nie nadążałam się smarować żelem.
Same/i widzicie, że kosmetyki przeszły chrzest bojowy. O dziwo po powrocie do domu komarów nie zauważam, widocznie te mazurskie tak mnie oznaczyły, że te uciekają :)
Co znalazło się w torbie?
  • STOP - REPELENT - PŁYN ODSTRASZAJĄCY OWADY komary, kleszcze, meszki

  • STOP - REPELENT - ŻEL ODSTRASZAJĄCY OWADY komary, kleszcze, meszki
  • STOP - ŻEL ŁAGODZĄCY PO UKĄSZENIACH OWADÓW
Moja opinia:

Kosmetyki dostałam do rzetelnego zrecenzowania, więc szczerze przyznam, że część mnie zachwyciła, a część rozczarowała.

Zacznijmy od największego rozczarowania: płyn odstraszający. Płyn nie pachnie, co nawet jest dobre, bo większość odstraszaczy śmierdzi niemiłosiernie. Zgodnie z obietnicą nie pozostawia tłustej powłoki, ani lepiącej się. Niestety komary odstrasza na 20 sekund, wystarczy odłożyć butelkę, a one gryzą z powrotem. Nie polubiliśmy się, więc odstawiłam butelkę, nie działał na żadnym z moich królików doświadczalnych w postaci rodziny i znajomych.

Kolejny do oceny jest żel odstraszający owady. Tu jest już dużo lepiej, miejsca posmarowane żelem odstraszają owady na długi czas. Niestety trzeba jednak posmarowac się bardzo równomiernie, bo komar będzie latał wzdłuż ręki tak długo, aż znajdzie nieposmarowane miejsce. Dodatkową zaletą jest wygodna tubka, przyjemny w aplikacji żel, który szybko się wchłania i zostawia delikatną skórę. No i do tego cena- niecałe 8 zł. Warty zakupu.

Pozostał jeszcze mój ulubieniec. Żel po ukąszeniach. Tu nie spodziewałam się rewelacji, ale okazało się, że po posmarowaniu poczułam ogromną ulgę. Przyspiesza gojenie się bąbli, łagodzi swędzenie, koi niesamowicie. Możecie mi wierzyć lub nie, ale jest moim zdaniem dużo lepszy niż trzykrotnie droższy fenistil. Cena 8 zł, opakowanie podobne do żelu odstraszającego, konsystencja i właściwości podobne. Jednak temu produktowi nie mam nic do zarzucenia i kocham go bezwzględnie :)

Podsumowując:
Żel po ukąszeniach polecam z czystym sumieniem, ten odstraszający jest całkiem niezły jak na warunki w jakich był testowany, natomiast spray nie poradził sobie wcale.

Zdjęcia pochodzą ze strony producenta :)

poniedziałek, 27 czerwca 2011

Przybyłam, wypatrzyłam i zdobyłam!

Chwalę się, a co! Polowałam na nią od wieków, zachodziłam i omiatałam tęsknym wzrokiem szafę essence, dzisiaj myślałam, że mam fatamorganę.
Całe szczęście nie i za 6,99 nabyłam cudną zwierzaczkową płytkę.
Co prawda moje zdolności stempelkowania okazały się dużo gorsze niż wyobrażenia o nich, ale ćwiczenia czynią mistrza ;)
O dziwo poszłam tylko po płytkę i TYLKO z nią wyszłam! No może gdyby były lakiery do cracku, to przemówiłyby mi do sumienia.
PS. Dużo się ostatnio na uczelni dzieje, wpisy, zmiana promotora. Czekają Was wkrótce recenzje kolejnych kosmetyków FlosLeku, HairManya i tag o tym jak mieszkają moje kosmetyki, szkoda, że nie mam takiego porządku jak wszystkie dziewczyny :(

niedziela, 26 czerwca 2011

Łagodny żel do higieny intymnej z FlosLeku

Na stronie FlosLeku żel jest reklamowany jako nowość, powiem szczerze, że w sklepach i aptekach jeszcze go nie widziałam. Początkowo, gdy zobaczyłam opakowanie, to wydało mi się bardzo małe. Jednak podczas używania prawie w ogóle go nie ubywa. Sądzę, że starczy mi na długo.
Według producenta łagodnie, myje, neutralizuje zapach, zapewniając wielogodzinne uczucie świeżości i nie wysusza.Zgadzam się z tym w 100%.
Chociaż początkowo zapachu nie wyczuwałam w ogóle, teraz jest lekko owocowy. Albo kosmetyk wydziela swój bukiet zapachów w miarę używania, albo ja mam upośledzony zmysł węchu :)
Jednak zapach kosmetyku nie jest już wyczuwalny na ciele, w przeciwieństwie do Facelle, ale on mnie chyba lekko wysuszał. W każdym razie dużo lepiej mi się go używa niż ziaja intima kremowa.
Jestem ciekawa na ile starczy mi buteleczka, bo wydaje mi się, że z dużych butli innych firm płyn znikał szybciej.
Podsumowując:
Na plus:
-długotrwałe odświeżenie
-nie podrażnia, a wręcz łagodzi
-delikatny zapach
-opakowanie ma dołączoną ulotkę opisującą serię i działanie żelu
-wygodny dozownik
-wydajny(ocena po 2 tygodniach)

Na minus:
-dostępność- jeszcze nie widziałam nigdzie, oprócz internetowego sklepu firmowego
-opakowanie nie jest przezroczyste- wolę widzieć ile produktu mi zostało

Używałyście już? Jest u Was dostępny, czy tylko moja okolica taka uboga w FlosLek?

piątek, 24 czerwca 2011

Czekoladowy płyn do kąpieli Original Source

Marka Original Source szturmem wchodzi na polski rynek. Nagle z każdej strony kampanie reklamowe w internecie, zwłaszcza na wizażu, oraz dosyć nietypowe akcje w sklepach. Zachęcona ciekawymi zapachami kupiłam dwa produkty i dziś jeden z nich opiszę.
Płyn do kąpieli jest zamknięty w butelce przypominającej frugo, albo mleko. Zapach ma przepiękny, prawdziwa czekolada miętowa, aż chciałoby się zjeść taką mieszankę. Bardzo fajny jako dodatek do prezentu, bo ładnie wygląda i pięknie pachnie.
To chyba na tyle z zalet. Po pierwsze płyn jest niesamowicie rzadki, w zasadzie jak kakao do picia. Po drugie, mam miniwanienkę dołączoną do prysznica, a musiałam wlać dosyć sporo płynu żeby była piana. Zapach jest piękny, ale szybko znika, 10 min i nic już nie czuć. Widoczna na zdjęciu ilośc to pozostałośc po dwóch kąpielach.
Reasumując, płyn do kąpieli Original Source jest dla mnie zbędnym gadżetem. Ładnie wygląda i pachnie przez chwilę, jest za to niesamowicie niewydajny(jak ktoś ma normalną wannę, to pewnie na max. 2 kąpiele starczy), w dodatku cena 10 zł za taką wydajność i jakość jest zbyt wygórowana. Będę dalej poszukiwać idealnego umilacza kąpieli, ale tego raczej nie polecam.

czwartek, 23 czerwca 2011

Wyniki Giveawaya!

Miałam postawić na nowoczesne systemy losujące, ale już po losowaniu na moim książkowym blogu zauważyłam, że maszyny mają ulubiony przedział z jakiego wybierają, więc postanowiłam dać wszystkim równe szanse.
Spisałam wszystkie przysługujące losy, wydrukowałam i pocięłam na paseczki, następnie z zamkniętymi oczami moja łapka wylądowała w pudełku, nie przeciągając- nagroda 1 wędruje do materialistki!


Natomiast zestaw numer 2 do julaa!
Dziewczyny gratuluję! Julę poproszę jeszcze o podanie swojego maila i jutro skontaktuję się z Wami w sprawie adresów do wysyłki.
Bardzo dziękuję wszystkim za zabawę, obyło się bez przykrych niespodzianek. Mam nadzieję, że już wkrótce będę mogła zrobić podobną akcję :)